środa, 11 lutego 2009

to zbyt skomplikowane!

Pani I..., ma racje....o jakże ja się dziś z nią zgadzam....nie koniecznie w kwestii koleżanek, bo gdy ja mam się wybrać do koleżanki muszę lecieć samolotem wiec ten problem się mnie zbytnio nie tyczy!
Jednak potwierdzę ,ze mężczyźni lubią sobie i niestety nie tylko sobie, ale również i nam...a przynajmniej mnie i Pani I..., życie komplikować!
Mój mąż jakże wspaniały Pan R...dziś postanowił ,ze będzie wspólnie ze swoja ukochaną zoną oglądać film.....zona jak to ona , napaliła się okrutnie ponieważ taka okazja nie nadarza się zbyt często....
Helikopter w o
gniu!! To propozycja pana R... na wspólny wieczór z żoną!! A niech mnie! Nie zgodziłam się! W ogniu to ja byłam kiedy to zaproponował! Już mi wystarczy tego żaru! Oglądamy coś innego! Tym razem pan R zaproponował rzut moneta! I jakże mi przykro ,przegrał, no peszek!
Uradowana zona, przerwała wieczorne pogaduchy z panią I...i postanowiła uszykować się do filmu...wziąć prysznic, uprzątnąć trochę kwadrat i wygodnie położyć się w łóżku!
Ale gdzie tam....przecież to byłoby za piękne! W tym czasie , maż postanowił zrobić upgrade komputera! Bo to idealny moment na upgrade! No trwa moment , jedna chwile , jedna mała- dwie godziny!
DWIE GODZINY!! 120 minut! 7200 sekund! To są sekundy jak mąż to określił! No to miałam 7200!! Nie odliczałam....

No cholera zamiast usiąść spokojnie włączyć ten film....brak slow!

Jak mawiał Forest Gump ,,Zycie jest jak pudełko czekoladek, nigdy nie wiesz co Ci się trafi''
Mnie się trafił Pan R ,który świetnie ilustruje tezę ,ze mężczyzna jest skomplikowany,bo sam sobie to życie komplikuje!


Ps..... A może to była zemsta za przegraną??

wtorek, 10 lutego 2009

komplikejted

Dziś naszła mnie taka myśl, o tym jak Panowie lubią komplikować kontakty koleżeńskie swoich Pań. Nie wiem czy robią to specjalnie, znaczy z premedytacją czy zupełnie nie świadomie...Istnieje jakaś nie zrozumiała całkiem z mojego punktu widzenia rywalizacja Pana mojego z moimi koleżankami. Im bliższe są mi koleżanki, tym rywalizacja nabiera na sile. Jest to zjawisko wręcz zjawiskowe. Bo ani nie sypiam z tymi koleżankami, ani im nie kucharze, ani nie sprzątam po nich majtek czy skarpetek, nie prasuje im, nie myje pleców,więc o co chodzi?próbując coś z tego wydedukować doszłam do wniosku,że chyba chodzi o czas, który ja im poświęcam na wspólne, jakże dla niego tajemnicze chichoty i śmiechoty. Zawsze jak tylko zaistnieje okazja do spotkań moich z koleżankami, mój Pan akurat wówczas potrzebuje mnie najbardziej. Już nie wspomnę o tym gdy jest chory, nie daj boshe nieboraczek. Wówczas wszelkie kontakty ograniczone są do zera,trzeba przecież rosołek ugotować, film razem obejrzeć, nawet taki który kompletnie cię nie interesuje, ale to nie Ty jesteś chora przecież, no i trzeba być przy tym jak kicha nawet,żeby zdążyć z chusteczką, bo przecież Pana ręce są także chore, cały jest chory. Ostatnio wybrałam się na przykład do koleżanki sąsiadki na lampeczkę wina, urodziny miała, po godzinie zeszłam do mieszkania,aby Pana do pracy wyprawić. Kiedy zobaczył,że ja wracam tam skąd przyszłam aktualnie, niedowierzającym wzrokiem spojrzał na mnie wyrzucając,że jak to? że jeszcze idę? przecież on tu godzinę już sam siedzi.....W zasadzie nie wiem jak przeżyłam ostatnio siedząc sama 2,5 godziny w domu czekając, aż Pan przyniesie margarynę ze sklepu. Komentarz?...No coments...dodam tylko,że spędziłam z nim cały dzionek, a on i tak wychodził przecież do pracy, więc po co ja mu w tym domu, w którym i tak go nie ma?skomplikowane,ale prawdziwe. No cóż, naukowo potwierdzone jest, iż rozum ludzki nie wszystko jest w stanie pojąć. Zatem nawet się nie wysilam.

poniedziałek, 9 lutego 2009

w tajemnicy przed mężami 2

No dobra, skoro współtworzyć mam, niech będzie, piszę. Pomysł tutejszego pisania zrodził się szybko,ekspresowo nawet i był wynikiem którejś już z kolei setnej rozmowy, jak nie tysięcznej, mojej z panią M o naszych współmałżonkach. Tak zatem będziemy współtworzyć tu pisanie z panią M o naszych współmałżonkach (i pewnie nie tylko)w tajemnicy przed nimi, bo doszłyśmy do wniosku,ze już tyle w życiu współtworzymy z naszymi panami, że może potworzymy coś bez nich i zobaczymy co z tego wyjdzie. Dzisiejszym naszym tematem stał się problem chorobowy. Jest akurat teraz taki okres, pogoda się zmienia, mężowie chorują, biedaki. Mąż pani M zachorował i głęboko jej współczuje. Ostatnio prawie mi się to też przytrafiło. Mąż mój siedząc na sofie zapytał po cichutku, już takim ledwo słyszalnym głosikiem, czy w domu jest zimno, bo jemu to jest bardzo zimno i pewnie jakaś choroba, grypa może nawet, ale na pewno ta najgorsza, czyha na niego. No, mnie w T-shircie w jednej ręce z rurą do odkurzacza w drugiej ze szmatą było gorąco wręcz upalnie, więc popatrzyłam zdziwiona tylko i próbowałam wyobrazić sobie jak to jest człowiekowi siedzącemu na sofie w bezruchu prawie....no może być mu zimno....biedaczek, o mało się nie rozchorował, ale ja też ekspresowo zareagowałam. Zaraz przykryłam pana A kocykiem ,zaraz pogłaskałam po główce i już wredne choróbsko przegonione,a ja mogłam wrócić do swoich ulubionych zajęć. Także zaklinam wszystkie choroby!!!precz od naszych panów,bo jak nie....to mamy przekichane....I ciekawe jest to,że u nas te choroby przejawiają się jakoś całkiem inaczej. Są niewidoczne.

w tajemnicy przed mezami


Dziś namówiłam panią I ,ażeby dołączyła do mnie i wspólnie tego bloga tworzyła! A ze jest świetną panią I, zgodziła się dość szybko!
Wiec teraz siedzi po drugiej stronie morza i klepie coś w klawisze , a ja tu umieram z ciekawości ,czy przypadkiem ona nie będzie lepszym narratorem!
Panią I , znam już kilka lat i mamy ten sam dowcip (niekiepski zresztą) , wiec ten blog będzie po prostu w naszym klimacie!
Razem z panią I, mamy stresa, aby nasze wypociny nie dostały się w łapska naszych mężów....mojego pana R i męża pani I, ale o nim to ona sama Wam opowie!
Nie wiem czy się to uda , bo kantem oka widzę ,ze czai się za mną pan R i wypatruje co ja tutaj robię....bo oczywiście musi wiedzieć....nie wiem czemu ,ale musi!
Ukrywać się nie mam zamiaru, a jak zobaczy? To się dowie jak mnie czasami wkurza!

Bo gdyby na przyklad moj maz ,,pan R'' dzis jakims sposobem dorwal sie do tego bloga, napewno niebylby zadowolony z tego co dzis tu napisze!
Cholera ! Niech mi ktos powie ,ze malzenstwo to bajka... TO NIE JE BAJKA!!

Wstaje rano ... bardzo chetnie...jak codzien zreszta i zaczyna sie....zaczyna kolejny dzien mojej mordegi! Jestem pania Marysia! Ta ktora przychodzi poodkurzac do innych pan....do tych leniwych, do tych co sobie zartuja z kolezankami przy kawce ,ze dzis beda mialy czysciutko...i wogole takie tam , ze maja sie tak fajnie i elegancko....pewnie ,ze maja sie fajnie ja tez bym miala fajnie gdyby mi ktos posprzatal,poprasowal, pozmywal i wszystkie ,po' zrobil! Tak wiec jestem konserwatorka powierzchni plaskich,.....ale cholera mam to gdzies....przeciez nie na zawsze!

Jade wiec do pracy! Maz chory, biedaczek....ode mnie sie zarazil...no nie dziwie sie ...kicham czasem na niego...a ze bywam przeziebiona....to sie zarazil!
W sumie to mi go zal.....biedny poci sie .... nie ma sily....chyba jakos gorzej to przeziebienie znosi....mnie chyba tak nie ruszylo....a bylam pewna ,ze umieram....
Moze kobiety grype przechodza lagodniej??? A moze grypa atakuje inaczej kobiety niz mezczyzn?? U mezczyzn zapewne atakuje uklad osrodkowego neuronu ruchowego, objawem czego jest oslabienie sily miesniowej ,niedowlad i porazenie!!!!!! I leza te chlopy bidne i palcem ruszyc nie moga!!!!!!!!!
A kobieta? A kobieta jak chora to.....to co?? To co ? TO TRUDNO!!

Jade wiec do pracy...troche mam daleko, bo panie co je na sprzataczki stac nie mieszkaja przeciez w miescie....jade wiec na przedmiescia.....pedze lece!

środa, 4 lutego 2009

pomysl na bloga

Podobno ,żeby założyć bloga trzeba być na to gotowym....mnie wystarczyła tylko gorączka.
Postanowiłam go sobie założyć, bo to takie modne teraz i wielu moich znajomych już posiada....trudności zaczęły się z chwilą kiedy ujrzałam komunikat : NAZWIJ SWOJEGO BLOGA!

TRUJĄCA FARBKA to pierwsza myśl jaka przemknęła przez moja głowę, na czubku której leży mokra kraciasta szmata co ma służyć obniżeniu mojej temperatury! I Tak zostanie....i nie mowie o kraciastej szmacie od babci , ale o TRUJĄCEJ FARBCE ... ta nazwa zostanie...

Dobranoc....