poniedziałek, 9 lutego 2009

w tajemnicy przed mężami 2

No dobra, skoro współtworzyć mam, niech będzie, piszę. Pomysł tutejszego pisania zrodził się szybko,ekspresowo nawet i był wynikiem którejś już z kolei setnej rozmowy, jak nie tysięcznej, mojej z panią M o naszych współmałżonkach. Tak zatem będziemy współtworzyć tu pisanie z panią M o naszych współmałżonkach (i pewnie nie tylko)w tajemnicy przed nimi, bo doszłyśmy do wniosku,ze już tyle w życiu współtworzymy z naszymi panami, że może potworzymy coś bez nich i zobaczymy co z tego wyjdzie. Dzisiejszym naszym tematem stał się problem chorobowy. Jest akurat teraz taki okres, pogoda się zmienia, mężowie chorują, biedaki. Mąż pani M zachorował i głęboko jej współczuje. Ostatnio prawie mi się to też przytrafiło. Mąż mój siedząc na sofie zapytał po cichutku, już takim ledwo słyszalnym głosikiem, czy w domu jest zimno, bo jemu to jest bardzo zimno i pewnie jakaś choroba, grypa może nawet, ale na pewno ta najgorsza, czyha na niego. No, mnie w T-shircie w jednej ręce z rurą do odkurzacza w drugiej ze szmatą było gorąco wręcz upalnie, więc popatrzyłam zdziwiona tylko i próbowałam wyobrazić sobie jak to jest człowiekowi siedzącemu na sofie w bezruchu prawie....no może być mu zimno....biedaczek, o mało się nie rozchorował, ale ja też ekspresowo zareagowałam. Zaraz przykryłam pana A kocykiem ,zaraz pogłaskałam po główce i już wredne choróbsko przegonione,a ja mogłam wrócić do swoich ulubionych zajęć. Także zaklinam wszystkie choroby!!!precz od naszych panów,bo jak nie....to mamy przekichane....I ciekawe jest to,że u nas te choroby przejawiają się jakoś całkiem inaczej. Są niewidoczne.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz